Jim Butcher, „Ghost Story”/ ”Opowieść o duchach” (13. tom „The Dresden Files”/„Akt Harry’ego Dresdena”) – o książce

Pisząc wcześniej o „Zmianach” postanowiłam ambitnie unikać wszelkich spojlerów.

Hoo boy. Nie było łatwo.

Mam chociaż nadzieję, że warto było kluczyć i zmyślać, żeby przypadkiem nikomu nie zepsuć przyjemności z czytania. Postanowiłam, że więcej męczyć się nie będę, i lojalnie ostrzegam:

NINIEJSZY TEKST O „OPOWIEŚCI O DUCHACH’ ZAWIERA SPOJLERY (również do poprzedzających tomów).

Moje pierwsze odczucie na temat tego tomu „Akt Harry’ego Dresdena jest takie, że to „Dresden” zupełnie inny niż wszystkie.

Są pewne rzeczy, do których Jim Butcher przyzwyczaił mnie w dwunastu częściach cyklu poprzedzających „Opowieść o duchach”. W miarę jak Harry podejmował coraz to nowe i nieustannie bardziej ambitne zadania, zarówno jego doświadczenie jako maga jak i arsenał dostępnej mu mocy rósł. Dysponował dodatkowymi mocami użyczonymi mu przez cień Lasciel, został strażnikiem Zasięgu Demonów połączonym z wyspą przez intellectus, zyskał swojego czworonożnego pomocnika Mysz (który jest Bardzo Dobrym Pieskiem. Wszyscy tak twierdzą). Chyba najdobitniej w „Zmianach” Butcher pokazuje, że Harry rozwija kontrolę nad swoimi umiejętnościami – głównie dzięki temu, że przyjął na siebie rolę mistrza Molly. Między innymi, za to właśnie kocham tę postać: za „szybką i brudną” magię, którą się posługuje, chaos, jaki sieje i, łagodnie rzecz ujmując, proaktywne podejście do rozwiązywania problemów. Tymczasem w „Opowieści o duchach” wszystkiego tego zabrakło.

Nie mogło być inaczej, wszak Harry Dresden nie żyje.

Nie, żeby taki drobiazg powstrzymał maga przed mieszaniem się w sprawy świata, który teoretycznie zostawił za sobą. Duch Harry’ego już na przedsionku zaświatów dowiaduje się, że jeśli nie odkryje, kto go pozbawił życia, jego przyjaciele ucierpią. Żywy czy umarły, Harry Dresden nie może wobec takich okoliczności stać bezczynnie. Problem w tym, że nie ma ciała, a bez ciała… Nie ma też dostępu do swojej magii.

Podobny węzeł fabularny, polegający na utracie przez bohatera nagromadzonych umiejętności/artefaktów etc., (a który na użytek osobisty nazywam „setbackiem”) jest dość popularny w literaturze fantasy. Biedaczek Jon Snow już 9 lat czeka na swoje wskrzeszenie. Nie przypominam sobie jednak żadnej innej historii, w której bohater umiera – i taki umarły wciąż pozostaje w centrum zdarzeń, zamiast grzecznie czekać na swój powrót na ławce rezerwowych.

Czytało mi się o tym… dziwnie.

Mówiłam już o tym, że Butcher jest mistrzem perspektywy pierwszoosobowej. W „Opowieści o duchach” obszedł to ograniczenie. Harry w swojej niekorporalnej formie może teraz podsłuchiwać i obserwować innych bohaterów, nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy. To z kolei pomaga nam zobaczyć prawdziwy zasięg jego wpływu na jego przyjaciół, a zwłaszcza na Murph i Molly, w które jego śmierć uderzyła najmocniej. W „Zmianach” akcja i emocje na równi prowadziły fabułę, w „Opowieści o duchach” emocje zdecydowanie biorą górę. Obserwowanie konsekwencji decyzji Harry’ego dla jego najbliższych i dla całego świata jest trzeźwiące. Wybór Harry’ego w chwili, kiedy uratował Maggie i jednocześnie zmiótł z powierzchni ziemi Czerwony Dwór da się moralnie usprawiedliwić, ale następstwa tego aktu wcale nie są jednoznacznie pozytywne.

“Są dużo, dużo gorsze rzeczy od bycia potworem.

Jim Butcher, “Opowieść o duchach”*

Konflikt, wyrzuty sumienia, żałoba, napięcia w relacjach bohaterów po lekturze tej książki pamiętam krystalicznie, natomiast sama akcja rozmyła mi się w pamięci dość szybko.

Jednym z fajniejszych wątków książki jest wgląd w pracę Mortimera „Morty’ego” Lindquista, który już wcześniej przewijał się tu i ówdzie. Dopiero teraz poznajemy tak naprawdę całe spektrum jego umiejętności – i obowiązków – jako medium. Świat „pośmiertny” w uniwersum Dresdena jest dość skomplikowany, ale postać Morty’ego, który zna się na nim jak nikt inny, pozwala go nieco uporządkować.

Ostatecznie mam mieszane uczucia co do tej części cyklu. Dość odważne posunięcie Butchera, który swojego protagonistę „odsadził” na cały tom (choć od dawna wiadomo, że autor uwielbia igrać ze swoimi czytelnikami). „Opowieść o duchach” sprawia wrażenie książki przechodniej, łącznikowej. Wprowadza nowego antagonistę – Fomor…ów (? Pardon, nie wiem, jaką formę przyjął polski tłumacz), nakreśla nowy wygląd świata po trzęsieniu ziemi, które Harry uruchomił w Chichén Itzá i dodaje niuansów relacjom między bohaterami. Mam też wrażenie, że Jim Butcher wrócił tu trochę do formatu twardej powieści detektywistycznej – w końcu Harry ma do rozwikłania zagadkę własnej śmierci. Jako część cyklu, pozycja się broni, jako książka samodzielna wypada raczej średnio. Trudno jednak oczekiwać, że każdy „Dresden” będzie wprowadzał rewolucję tego samego kalibru co „Zmiany”.

Może to właśnie jest częścią uroku „Aktów Harry’ego Dresdena”? Kiedy już mi się wydaje, że wiem, czym ta seria pachnie, autor podkłada mi „Opowieść o duchach” i każe się zastanawiać, co jeszcze mnie czeka.

Moja ocena: 7/10

Czy przeczytałabym ponownie? Tak.

*cytat w tłumaczeniu własnym

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s