Abbi Waxman, “The Bookish Life of Nina Hill” – o książce

Jestem absolutnie oddana idei mnożenia przyjemności. Do meta-książek, czyli książek o książkach, nigdy nie trzeba mnie zachęcać. Od „Cienia Wiatru” Zafóna do „Spotkań z wybitnymi manuskryptami” de Hemela, ze wszystkim co pomiędzy nimi – biorę się bez wahania. Najczęściej to są jednak te lekkie, wszelkie „Księgarenki przy molo”, „Biblioteki spełnionych snów” i inne czytadła-przerywajki. Oczekuję od nich właśnie tego: przyjemnej, odrywającej od codzienności lektury. I tego też spodziewałam się po książce Waxman. Niestety, mój mózg, jak to on, w najtrywialniejszym romansidle doszukuje punktów wspólnych. I powodów do… smutku? Złości?

Czytałam już chwilę temu, więc fabułę pamiętam tylko w telegraficznych urywkach. Nina Hill jest kobietą dobiegającą trzydziestki. Pracuje w księgarni w Los Angeles, która, naturalnie, jest w tarapatach. Inaczej nie byłoby o czym pisać. Ninie grozi utrata pracy. Z nieobecną matką, słynną fotografką, ma sporadyczny kontrakt. W jej uporządkowane życie wkrada się jak grom z jasnego nieba wiadomość o tym, że nigdy niepoznany (i obleśnie bogaty) ojciec zmarł. Nina zostaje zaproszona na odczytanie testamentu. Okazuje się, że najważniejszym „spadkiem”, który po nim odziedziczyła, jest nowe rodzeństwo. Wspólni znajomi stykają ją też z nieco tajemniczym Tomem. Dość standardowa ekspozycja, ale jest coś jeszcze.

Nina jest introwertyczką, zmagającą się ze stanami lękowymi.

She refueled during the day by grabbing moments of solitude and sometimes felt her life was a long-distance swim between islands of silence.

Ładowała baterie w ciągu dnia chwytając chwile samotności i czasami czuła, że jej życie jest pływaniem a długie dystanse pomiędzy wyspami ciszy.

– Abbi Waxman, “The Bookish Life of Nina Hill”

I tu mała wycieczka personalna.

Słowem-kluczem do tworzonej w ostatnich literatury wszelkiej maści jest „reprezentacja”. Reprezentuje się wszystko. Społeczności LGBT. Ludzi autystycznych. Ludzi o niestandardowym wyglądzie. Kobiety plus-size. Łysiejących mężczyzn. Jak inkluzywnie! I społeczność książkowa się tym zachwyca (ja zresztą też!). Do czasu. Do czasu, kiedy przychodzi czas na introwertyków.

Dobra, może dramatyzuję. Jednak wszystkie głosy krytyczne wobec tej książki, jakie słyszałam, mówiły o tym, jakim Nina jest dziwnym? irytującym? nierzeczywistym…? charakterem.

To, że większość społeczeństwa nie potrafi zrozumieć, z czym zmagają się na co dzień introwertycy (prawdziwy introwertycy, a nie normalni ludzie, którzy lubią sobie posiedzieć w samotności), nie jest dla mnie niczym nowym. A ci, co mają jakieś tam pojęcie, najczęściej opierają się na uproszczeniach i sloganach. Dla ekstrawertyków niewyobrażalne jest to, że czyjś mózg może być zupełnie inaczej podpięty od ich własnego. Że rzeczy, które dla nich są proste, tak proste, że przychodzą im naturalnie, dla introwertyków stanowią wyzwanie. Że introwertyk zupełnie inaczej buduje relacje z ludźmi niż ekstrawertyk. Że drobne interakcje społeczne mają dla nich zupełnie inny wydźwięk. Że kwestie, nad którymi ekstrawertycy nawet się nie zastanawiają, potrafią stanowić prawdziwe wyzwanie. Pójście na zakupy. Poznawanie nowych osób. Small talk. Jako introwertyczka, codziennie mam wrażenie, że muszę się bardziej starać. To, co inni robią bez zastanowienia, mnie samą kosztuje każdego dnia dużo energii.

I tak, to, że bohaterka książki, Nina, doznaje stanów lękowych w sytuacjach, które zdają się być prostymi i codziennymi sprawami, jak najbardziej zdarza się prawdziwym ludziom w prawdziwym życiu.

A teraz z powrotem to książki, dla tych, którzy jeszcze nie zniechęcili się do czytania podczas mojej tyrady.

Wiadomo, że krótka powieść, zwłaszcza z gatunku tych lżejszych, musi używać pełnych skrótów, a mimo to sądzę, że charakter Niny został oddany w czytelny sposób. Mnie osobiście podobał się wątek budowania relacji Niny z nowo poznanym przybranym rodzeństwem. Książkę czytałam już jakiś czas temu, ale w pamięć zapadła mi postać bratanicy czy siostrzenicy Niny, dziewczynki podobnie jak ona rozkochanej w czytaniu książek i nieradzącej sobie w kontaktach z rówieśnikami. W tym, jak Nina pomaga jej oswoić swoją odmienność było coś słodkiego i rozczulającego.

Choć nie wydaje mi się, że wątek romantyczny stanowi środek ciężkości powieści Abbi Waxman, mnie osobiście przypadł do gustu. Nie mamy tu do czynienia z klasycznym „meet cute”, co bardzo mnie ujęło. Czasem najfajniejsze rzeczy w życiu zdarzają się normalnie, bez fajerwerków. Tom i Nina poznają się przez wspólnych znajomych. Od początku trudnością na drodze ich relacji jest introwertyzm Niny. Rozumiem, że większość facetów miałoby pewne trudności ze zrozumieniem dziewczyny, która wpisuje w kalendarz sesję czytania książek na wolne czwartkowe popołudnie i nie potrafi przełożyć po to, żeby pójść na randkę z prawie obcym facetem. Introwertycy lubią swoje strefy komfortu! Ostatecznie z pomocą życzliwych znajomych oboje znajdują sposób, żeby się dotrzeć. Choć mierzi mnie nieco, że w krytycznym momencie Tom nie do końca potrafił zrozumieć atak paniki Niny, to jednak zaangażowanie w związek z mężczyzną zmusiło Ninę do stawienia czoła swoim lękom. „Bookish Life of Nina Hill” to opowieść o zmaganiu się z własnymi ograniczeniami, wychodzeniu naprzeciw życiu, o szukaniu własnego powołania, o rozumieniu własnej tożsamości.

Ale też, a może przede wszystkim, o miłości do książek. O tym, jak literatura w trudnych chwilach bywa ucieczką, ale jednocześnie może stać się mostem, który łączy nas z innymi ludźmi, niezależnie od tego, jak wielka czasem wydaje się przepaść. O tym, że na każdego czytelnika czeka właściwa książka. O potrzebie ratowania tych wyjątkowych miejsc poświęconym książkom, w których odnajdują się nawet najbardziej zagubieni życiowo ludzie. O tym, jak otwieranie się na nowe opowieści pomaga otwierać się na nowe wyzwania w życiu.

Nie jest moją książką roku. Nie jest nawet w pierwszej dziesiątce. Ale historia Niny rezonuje ze mną. Introwertyczki tego świata – fikcyjne i realne – łączmy się w naszym uwielbieniu do książek!

No wiecie.

Osobno, w naszych własnych kącikach do czytania.

It didn’t matter what hit the fan; as long as there were unread books in the world, she would be fine.

Nie miało znaczenia, co wpadło w wiatrak; o ile w świecie istniały nieprzeczytane jeszcze książki, wszystko będzie z nią w porządku.

– Abbi Waxman, “The Bookish Life of Nina Hill”

Moja ocena: 7/10

Czy przeczytałabym ponownie? Tak.

*tłumaczenia cytatów własne

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s